|
Witam,
Mam troche inny problem niz wiekszosc z osob tu piszacych. Niemniej, licze na powazne potraktowanie i fachowa porade.
Moja partnerka i ja mamy kolejno 27 i 28 lat. Od szesciu miesiecy jestesmy szczesliwymi rodzicami. Niestety, po porodzie moja narzeczona stracila calkiem ochote na seks. Znamy sie od trzech i pol roku, i tylko na samym poczatku nasze zycie erotyczne wygladalo "dobrze"(wedlug mnie, choc inni takze przyjeli by to za "normalnosc". Z jej opowiesci wiem, ze kiedys byla o wiele bardziej aktywna w tej sferze zycia. Od okolo 4 lat zauwazyla jednak w sobie zmiany, ktore doprowadzily mnie na to forum... Wiem co czesc z was moze sobie teraz pomyslec. Uwiezcie mi - jestem czulym kochankiem, dbam o potrzeby swojej kobiety, tak w lozku jak i poza nim, szanujemy sie nawzajem i odnosimy do siebie w sposob godny i dojrzaly. Dbamy takze o swoja higiene i zdrowie. Nie jestesmy otyli (choc to nic nie znaczy) i na pewno nie stracilismy tego "czegos" co polaczylo nas przed prawie czterema laty. Zaufanie do siebie nawzajem towarzyszy nam od poczatku, a obecne miejsce zamieszkania daje poczucie bezpieczenstwa i stabilizacji. To samo tyczy sie naszej uczuciowosci. Jako ze seks jest dla mnie (jak i dla wiekszosci mezczyzn) istotnym elementem zwiazku, juz od ponad roku probuje roznych metod by naklonic moja partnerke do czestrzych stosunkow. Zaczynalem jak podpowiadala mi logika: romantyczne kolacje, drobne upominki, chwile "tylko dla nas". Owszem, byl seks ale bardzo rzadko i tylko po takich lub podobnych zabiegach. Wiedzialem, ze robi to by nagrodzic moj trud i inicjatywe, a nie dlatego ze tego pragnie. Nastepne w kolejce byly wiec wspolne rozmowy o tym, proby naklonienia do obejrzenia kilku "filmow, gadzety, ktore teraz sie kurza... a powinny lsnic Kiedy to nie pomoglo sprobowalem powaznie z nia o tym porozmawiac opisujac to jako problem, ktory moze nas poroznic i jeszcze bardziej odsunac od siebie. Nie zrozumcie mnie zie - nie straszylem jej. Chcialem jedynie aby zdala sobie sprawe, ze jej "cisnienie" (jesli jakiekolwiek posiada) uchodzi z niej w cyklach srednio co 28 dni. Ze mnie natomiast nic samo nie "zejdzie"! Tak, dobrze zgadujecie - byly okresy o dlugosci powyzej miesiaca, w ktorych nie uprawialismy seksu... Absolutnie nie nakreslilem tego jako jej obowiazku ale raczej jako dbalosc o mnie i troske o moja "satysfakcje". Niestety nasza rozmowa byla raczej monologiem, a jej kwitujace slowa przybily mnie jeszcze bardziej: "Ja nie umiem o tym rozmawiac...". Zmeczenie, obowiazki, pogoda, potrzeba wstawania wczesnie rano by opiekowac sie naszym dzieckiem (ja jestem wtedy juz w pracy) to jej standardowe i do bolu wykorzystywane juz wytlumaczenia. Powoli przestaje juz nawet probowac i pytac... Ostatnia deska ratunku jest chyba leczenie. Tak przynajmniej wynika z artykulow ktore przeczytalem. Wiem, ze podobne problemy miewa dzis coraz wiecej kobiet/zwiazkow. Slyszalem tez o tym, ze meski hormon podwyzsza u kobiet ochote na seks. Niestety nie znam sie na tym i nie mam pojecia czy "dostarczac" go mozna organizmowi jedynie poprzez medykamenty. Byc moze istnieja diety, ktore wzbogacaja jego produkcje? Jesli nie to czy sa srodki, ktore moga mnie poratowac, a ktore dostane w aptece bez recepty? Co mam robic? Nie chce Jej stracic, ale nawet Kosciol w ktory i tak nie do konca wierze uwaza takie zachowanie za podstawe do rozwodu... Wiem, ze Ona mnie kocha, ale nie robi nic by zmienic sie dla mnie i zaczac czerpac wiecej przyjemnosci z zycia/dawac ja takze i mnie. Jestesmy jeszcze mlodzi, ale starzejemy sie przeciez z kazdym dniem. Kiedy przyjdzie czas na "wolna milosc" bez zakazow i zahamowan? Nie chce przespac zycia meczac siebie i innych zamiast cieszyc sie nim.
|